Znamy to napięcie aż za dobrze. Jest budżet, jest lista potrzeb, jest dobra intencja. A potem bierzemy do ręki opakowanie i widzimy duży napis: „6–8 lat”. Patrzymy na dziecko. Metryka się zgadza. Tylko że coś w środku mówi, że to nie takie proste. Bo to dziecko świetnie radzi sobie z układaniem sekwencji kolorów, ale gubi się przy zadaniach wymagających planowania kilku kroków naraz. Albo odwrotnie – rozumie zasady, ale dłonie jeszcze nie nadążają. I wtedy pojawia się to pytanie, które wraca w każdej sali i w każdym gabinecie: kupować zgodnie z wiekiem czy zgodnie z rzeczywistością?
Wiek z opakowania to skrót myślowy, nie diagnoza
My od dawna traktujemy oznaczenia wiekowe jako bardzo orientacyjną podpowiedź, a nie punkt odniesienia. W spektrum autyzmu rozwój rzadko przebiega równomiernie. Jedne obszary potrafią wystrzelić do przodu, inne potrzebują więcej czasu, spokoju i powtórzeń. Wiek metrykalny nie mówi nam nic o tym, jak dziecko planuje ruch, jak radzi sobie z frustracją ani czy potrafi utrzymać uwagę przez kilka minut bez wsparcia dorosłego. Dlatego zabawka „od 7 lat” może być dla jednego dziecka wyzwaniem nie do przejścia, a dla innego czymś zupełnie oczywistym. Problem nie leży po stronie dziecka. Problem leży w próbie dopasowania go do etykiety, zamiast dopasować narzędzie do jego aktualnych możliwości.
W praktyce oznacza to jedno: zanim spojrzymy na wiek z pudełka, patrzymy na dziecko. Na jego sposób działania. Na to, gdzie jest dziś, a nie gdzie „powinno być” według tabeli.
Poziom rozwoju widać w dłoniach i w sposobie działania
Zawsze zaczynamy od obserwacji. Jak dziecko manipuluje przedmiotami? Czy chwyta pewnie, czy raczej unika drobnych elementów? Czy potrafi zaplanować prosty ruch, czy działa impulsywnie i szybko się zniechęca? Motoryka mała bardzo często pokazuje nam więcej niż jakikolwiek opis. Jeśli dłonie jeszcze nie są gotowe na precyzję, zabawki wymagające szybkiego składania, drobnych elementów czy skomplikowanych mechanizmów nie będą wsparciem. Będą źródłem napięcia. Dobrze dobrana zabawka pozwala ćwiczyć chwyt, koordynację oko–ręka i planowanie ruchu w tempie dziecka. Bez presji. Bez komentarzy typu „przecież to jest łatwe”. W sklepie juniora.pl możemy przeczytać „Każde dziecko ze spektrum autyzmu jest wyjątkowe, ma własne potrzeby i rozwija się w indywidualnym tempie. Właśnie dlatego wybór idealnego prezentu może być trudny. Z myślą o bezpieczeństwie i komforcie najmłodszych proponujemy wyłącznie zabawki wykonane z najwyższej jakości materiałów, malowane nietoksycznymi farbami.
I tu często pojawia się ulga. Bo gdy zabawka jest na poziomie dziecka, ono chce działać. Zostaje przy zadaniu. Wraca do niego. A to jest dokładnie to, na czym nam zależy.
Myślenie logiczne rozwija się warstwami, nie skokami
Często widzimy pokusę sięgania po zabawki „ambitniejsze”, bo dziecko jest starsze. Tylko że myślenie logiczne, przyczynowo-skutkowe czy sekwencyjne nie rozwija się automatycznie wraz z wiekiem. Ono potrzebuje etapów. Jeśli dziecko dopiero uczy się sortowania według jednej cechy, zabawka wymagająca jednoczesnego planowania, przewidywania i kontroli błędu może być zwyczajnie za trudna. Zamiast rozwoju pojawi się frustracja albo wycofanie. A tego chcemy uniknąć. Dlatego dobierając zabawki, sprawdzamy, czy zadanie daje dziecku realną szansę na sukces. Sukces nie oznacza „łatwo”. Oznacza „do zrobienia przy niewielkim wysiłku”. To właśnie takie doświadczenia budują gotowość na kolejne kroki.
Integracja sensoryczna decyduje o tym, czy zabawka zadziała
Nie każde dziecko w spektrum odbiera bodźce w ten sam sposób. Jedno potrzebuje mocniejszego docisku, inne szybko się nim męczy. Jedno szuka intensywnych doznań dotykowych, inne reaguje na nie unikaniem. Dlatego zabawki sensoryczne wymagają szczególnej uważności. Zabawka dopasowana do poziomu rozwoju to taka, którą dziecko może kontrolować. Może ją dotknąć, odłożyć, wrócić do niej wtedy, gdy jest gotowe. Jeśli bodziec „dzieje się sam” – świeci, gra, zmienia się bez udziału dziecka – bardzo łatwo o przeciążenie.
My szukamy rozwiązań, które pozwalają regulować pobudzenie, a nie je narzucają. To ogromna różnica w codziennym funkcjonowaniu dziecka.
Powtarzalność nie oznacza cofania się
Jednym z najczęstszych lęków jest myśl: „czy to nie jest za proste?”. A my widzimy coś innego. Jeśli dziecko wraca do tej samej zabawki, to znaczy, że ona nadal pracuje. Daje bezpieczeństwo. Pozwala skupić się na działaniu, a nie na oswajaniu nowości. Powtarzalność obniża napięcie i sprzyja koncentracji. To w tej znanej strukturze dziecko zaczyna próbować czegoś nowego: innego układu, dłuższej sekwencji, własnego pomysłu. Zabawka się nie zmienia. Zmienia się sposób jej użycia.
I właśnie takie narzędzia są dla nas najcenniejsze.
Jedna zabawka może mieć wiele „wieków”
Najlepsze zabawki to te, które nie zamykają się w jednej kategorii. Dziś służą do prostego manipulowania. Jutro do budowania sekwencji. Pojutrze do planowania i przewidywania. My wybieramy właśnie takie rozwiązania. Elastyczne. Otwierające różne możliwości. Takie, które rosną razem z dzieckiem, zamiast zmuszać je do gonienia za napisem na opakowaniu.
Bo w pracy z dziećmi w spektrum najważniejsze pytanie nie brzmi: „dla jakiego wieku to jest?”. Brzmi: „czy to pasuje do tego dziecka, tu i teraz?”. Jeśli odpowiedź jest twierdząca, reszta naprawdę traci znaczenie.
[ Treść sponsorowana ]
